Idee dla tańca
portal rozwoju zawodowego tancerzy
Instytut Muzyki i Tańca
Teatr Wielki Opera Narodowa

 

Monika Caputa ukończyła Szkołę Baletową im. Ludomira Różyckiego w Bytomiu. W latach 1993-2010 tańczyła w zespole baletu Teatru Wielkiego – Opery Narodowej m.in. w spektaklach Matsa Eka, Jiří Kyliána, Krzysztofa Pastora, Borisa Eifmana.

W latach 2006-2009 studiowała w Wyższej Szkole Komunikowania i Mediów Społecznych w Warszawie im. Jerzego Giedroycia (kierunek: politologia, specjalizacja: Public Relations i Reklama), a w latach 2009-2011 w Collegium Civitas w Warszawie.

Obecnie pracuje w dziale promocji Teatru Wielkiego – Opery Narodowej.

 

 

 

Kiedy zaczęłaś myśleć o zmianie zawodu?

Nie pamiętam takiego konkretnego momentu. Kiedy zaszłam w ciążę – miałam wtedy 33 lata – pomyślałam, że to dobry czas, żeby zastanowić się nad odejściem z teatru. Nie była to jednak decyzja, raczej myśl, która przemknęła mi przez głowę. Byłam wtedy na drugim roku studiów i obliczyłam, że jeśli pójdę na trzyletni urlop wychowawczy, to w tym czasie obronię pracę magisterską. Pomyślałam, że gdybym miała nie wrócić do tańca, to mógłby być moment podjęcia takiej decyzji.

Co studiowałaś?

Politologię w Wyższej Szkole Komunikowania i Mediów Społecznych im. Jerzego Giedroycia, tam obroniłam licencjat na specjalności Strategie reklamy i public relations. Późnej zrobiłam dwa lata studiów magisterskich na politologii w Collegium Civitas. Obroniłam się w grudniu, jestem świeżo upieczonym magistrem politologii.

Czy brałaś wcześniej pod uwagę, że nie będziesz miała emerytury?

Wiedziałam, że zawód tancerza trwa krótko. Nie chciałam uczyć, więc nie planowałam nigdy studiów z zakresu pedagogiki baletowej na Uniwersytecie Muzycznym. Na studia zdecydowałam się nie po to, żeby mieć dyplom. Wyższe wykształcenie było mi potrzebne, żeby mieć drugi zawód, dążyłabym do tego nawet, gdybym przeszła na emeryturę w wieku czterdziestu lat. Kiedy rozpoczynałam studia, tancerze mieli jeszcze prawo do wcześniejszych emerytur. Później zmieniły się przepisy i dla mnie wszystko to zbiegło się po prostu w czasie.

Kiedy podjęłaś decyzję o zakończeniu kariery?

Po urodzeniu córki chciałam jeszcze na jakiś czas wrócić do tańca. Taniec był mi bliski, tańczyłam od dziecka, to była moja pasja. Ale kiedy byłam na urlopie macierzyńskim tancerze stracili prawo do wcześniejszych emerytur i pojawiła się konieczność przekwalifikowania. Wtedy pomyślałam, że skoro nie tańczyłam dwa lata, to dobry moment, żeby zacząć szukać innej pracy.

Co było dla ciebie najtrudniejsze przy podejmowaniu tej decyzji?

Całe życie tańczyłam, uczyłam się tego od dziecka, w sensie zawodowym nie robiłam nic innego, więc pojawił się strach przed nowa pracą, niepewność, czy się w niej odnajdę, czy sobie w niej poradzę. Zadawałam sobie pytanie ile mnie to będzie kosztować nauki, stresów. Nie wiedziałam jeszcze wtedy dokładnie co chciałabym dalej robić, wiedziałam tylko, że najwyższy czas na zmianę zawodu. Miałam dużo pomysłów i najtrudniejsze było znalezienie takiego działania, które podobnie jak taniec sprawiałoby mi przyjemność. Miałam też świadomość, że w pewnym wieku trudno jest zmienić zawód – kiedy czytasz ogłoszenia o pracy, widzisz, że poszukiwani są ludzie wykształceni, z doświadczeniem i najlepiej młodzi. To był dla mnie stres – skończyłam studia, ale nie miałam doświadczenia, miałam tylko długoletni staż na scenie. Zadawałam sobie też pytanie kto mnie w tym wieku przyjmie do innej pracy.

Tańczyłam dużo, także poza teatrem, i trudnym momentem było też pożegnanie ze sceną, pożegnanie z życiem artysty, z pasją. Chociaż wydaje mi się, że im dłużej bym tańczyła, tym byłoby mi trudniej. Pamiętam tancerki, które wpadały w depresję po przejściu na emeryturę. Nigdy też nie myślałam, że po przejściu na emeryturę w wieku czterdziestu lat nie będę już aktywna zawodowo. Wiedziałam, że chcę dalej pracować. W tym wieku jest się młodym, niektórzy w innych zawodach dopiero robią karierę czy są u szczytu kariery.

Czy podejmując tę decyzję miałaś określone plany zawodowe i pomysł jak te plany zrealizować?

Nie miałam konkretnych planów, jestem osobą, która miewa czasami tysiąc pomysłów na minutę. Interesowała mnie też moda i charakteryzacja. W końcu zdecydowałam się na studia ze specjalnością Strategie reklamy i public relations, ale nie myślałam jeszcze wtedy o pracy teatrze. Po skończeniu studiów wiedziałam, że chcę pracować w tym zawodzie, ale nie miałam żadnego doświadczenia. Poszłam na dwa miesięczne staże do dobrych agencji PR-owych, jednych z lepszych w Warszawie. Po zakończeniu tych staży nie dostałam propozycji pracy. Z perspektywy czasu mam poczucie, że wyszło to na dobre, bo nie odnalazłam się w tym świecie. Czasami robisz coś i od razu czujesz, że to jest to. To jak z kupnem mieszkania – wchodzisz i wiesz, że to jest to mieszkanie. W tych agencjach wiele się nauczyłam, ale pomimo, że pracujący w nich ludzie byli bardzo pomocni, nie czułam się tam dobrze. Później pomyślałam o pracy w teatrze. Kiedy rozpoczynałam staże w agencjach, miałam poczucie, że przyszedł czas na zmianę. Na rozpoczęcie nowego życia - bo odejście od tańca jest tym właśnie - i na to, żeby odciąć się od teatru, spróbować swoich sił nie tylko w innym zawodzie, ale i w innym otoczeniu. Stąd pomysł stażu w agencji. Niestety, nie czułam się tam dobrze.

Jak wyglądał twój proces transformacji zawodowej?

Najpierw rozmawiałam z dyrektorem Pastorem. Powiedziałam mu, że podjęłam decyzję o odejściu, i że myślę o pracy w teatrze. Później, po rozmowie ze specjalistą do spraw reorientacji zawodowej tancerzy w teatrze, z jego pomocą, zaczęłam staż w dziale promocji. Trwał on prawie dwa i pół miesiąca. Wdrażałam się i uczyłam. Po zakończeniu stażu Ewa Filipp, kierownik działu promocji, zaproponowała mi pracę. Dobrze się w tej pracy poczułam, znalazłam tu swoje miejsce i chciałabym tu zostać.

Co było dla ciebie najtrudniejsze, a co najfajniejsze, w okresie transformacji?

Pierwszy dzień stażu w agencji był dla mnie wielkim stresem. Czego innego uczysz się na studiach, a czego innego wymaga się w pracy. Była oczywiście osoba, która mi pomagała, ale nie byłam pewna czy sobie poradzę. Każdego dnia uczyłam się czegoś nowego, co było zupełnie różne od mojej dotychczasowej pracy. Ale z każdym dniem było coraz lepiej, coraz prościej. Pewnych rzeczy człowiek po prostu się uczy, potrzebny jest tylko czas. Później w drugiej agencji było mi już łatwiej.

A najfajniejsze było to, że po prostu zaczynałam nowe życie. Wszystko było nowe i ciekawe, każdego dnia podejmowałam nowe wyzwania. Tak jak w tańcu, kiedy w szkole człowiek z każdym dniem uczy się czegoś nowego i podnosi swoje kwalifikacje. Lubię się uczyć, poznawać nowe rzeczy. Teraz znowu przyszły zmiany, mam nowe zadania w biurze prasowym, staram się im sprostać. Najważniejsze jest jednak, że po prostu lubię to, co robię, mimo że mamy dużo pracy.

Kto lub co najbardziej ci pomógł albo pomogło w procesie transformacji? Nie korzystałaś ze wsparcia żadnej organizacji, ale przeszłaś przez wewnętrzny system funkcjonujący w teatrze. Czy byłoby inaczej, gdybyś przechodziła tę drogę sama?

Sama podjęłam tę decyzję i rozpoczęłam staże w agencjach. Nie byłam do tego zmuszona, nie groziło mi zwolnienie. Bardzo racjonalnie myślałam o pracy i wiedziałam, że muszę znaleźć nowy zawód. Ale taka osoba, jak specjalista do spraw reorientacji zawodowej bardzo pomaga w całym procesie. Ludzie są zresztą bardzo różni – jedni stając w obliczu końca kariery sami walczą, próbują, a innym po prostu trzeba pomóc. Wydaje mi się też, że dla niektórych zmiana zawodu to prawdziwa tragedia. Często jest też bardzo trudno podjąć tę decyzję samemu. Pamiętam wielu tancerzy, którzy odeszli z teatru albo zostali zwolnieni i byli zmuszeni do podjęcia innej pracy. Okazywało się wtedy, że potrafią sobie poradzić. Ale potrzebne są takie osoby albo organizacje, które tę zmianę ułatwiają, dzięki którym ludziom łatwiej jest też uwierzyć w siebie i się nie załamać. Ważne też, że mogą prowadzić rozmowy w imieniu tancerza, a to może być trudne dla niego samego, kiedy jest zestresowany i pełen obaw o to, czy sobie poradzi.

Minęło już trochę czasu od momentu, kiedy podjęłaś decyzję o wejściu w nowe życie zawodowe. Czy patrząc z tej perspektywy masz poczucie, że zmiana w życiu zawodowym wpłynęła na ciebie jako na człowieka?

Chyba nie zmieniłam się jako człowiek. W moim przypadku zmiana zawodu zbiegła się z urodzeniem dziecka i także z tego powodu rozpoczęłam inne życie. Mój życiowy partner tańczy, a kiedy on pracuje wieczorami, ja mogę być w domu z naszą córeczką, mogę ją kłaść do snu. Nie chciałabym, żeby robiła to obca osoba.

Teraz kształcę się w innym kierunku. Muszę prowadzić rozmowy z ludźmi, uczę się bardziej starannie wypowiadać. Rozwijam się. Śmieję się, że jestem zmuszona pracować głową, choć w tańcu oczywiście ważne jest myślenie, ale nie trzeba nieustannie werbalizować swoich myśli. Tancerze nie tyle pracują fizycznie, ile wypowiadają się ciałem, tańcem.

Czy to oznacza, że musisz korzystać z takich zasobów w sobie, z których dotychczas nie korzystałaś?

Chyba korzystałam, ale w inny sposób. Nie musiałam na przykład prowadzić służbowej korespondencji, dbać o poprawność. Nieraz kilkakrotnie czytam mejla przed wysłaniem, żeby mieć pewność, że jest napisany poprawnie.

A jak z dzisiejszej perspektywy patrzysz na czas zmiany?

Przeszłam tę zmianę łagodnie. To była świadoma, przemyślana decyzja. Oczywiście pojawił się lęk przed zmianą, wątpliwości czy sobie poradzę, ale nie wpadłam w depresję, zmiana zawodu nie była dla mnie traumatycznym przeżyciem.

Czy miało znaczenie, że to była twoja decyzja, że nikt cię nie dopychał pod ścianę, że ciągle miałaś mnóstwo powietrza za plecami?

Z tego się właśnie cieszę. Mam satysfakcję, że nie znalazłam się pod ścianą. Było mi też chyba łatwiej, bo nie przestałam tańczyć z dnia na dzień, już jakiś czas nie tańczyłam będąc w ciąży i po urodzeniu dziecka.. Jestem zadowolona z nowej pracy. Cieszę się też, że pracuję w teatrze, to także ułatwiło mi spokojne, płynne przejście. To, że znałam ludzi, znałam ten budynek, ułatwiło mi odnalezienie się w nowej rzeczywistości. Myślę, że pewne sprawy jest mi też łatwiej załatwić.

Czasem zdarzają się sympatyczne spotkania – ludzie mówią: szkoda, że już pani nie tańczy, ale miło, że widzimy się w teatrze.

A co mogłabyś powiedzieć tancerzom, którzy stają przed problemem reorientacji zawodowej?

To trudne pytanie. Chyba, żeby nie bali się zmiany, która jest po prostu konieczna. Emerytura oznaczała zabezpieczenie socjalne, ale nawet mając emeryturę szukałabym nowej pracy. Najważniejsze, żeby znaleźć nowe zajęcie, które też stanie się źródłem satysfakcji. Taniec i wspomnienia związane ze sceną zawsze zostaną w moim sercu, ale na tańcu świat się nie kończy. Jest wiele ciekawych zawodów, jednak żeby znaleźć nowy, trzeba najpierw odejść od tańca. Tańcząc poświęcasz się, spędzasz w teatrze całe dnie, trudno odnaleźć w sobie to coś innego, co może stać się nową pasją.. Jednak ważne, żeby się nie bać i szukać, nie zrażać się, jeśli nie wyjdzie, tylko szukać aż do skutku. Jesteśmy młodymi ludźmi i możemy rozpocząć nowe życie.

Na koniec jeszcze co mogłabyś albo chciałabyś powiedzieć tym tancerzom, którzy teraz wchodzą w karierę?

Ich sytuacja z jednej strony jest trudniejsza, z drugiej łatwiejsza. Kiedy po dziewięciu latach nauki kończysz szkołę baletową, chcesz tańczyć, a z drugiej strony wiesz, że w pewnym momencie będziesz zmuszony szukać drugiego zawodu. Przeciętnym uczniom czy absolwentom szkół baletowych radziłabym chyba, żeby od razu pomyśleli o innym zawodzie. A wybitnym, świetnym absolwentom, z pasją do tańca – żeby tańczyli. Na pewno jest to trudna decyzja, ale mają wybór.

Jak myślisz, czy trzeba od początku myśleć o tym, że ten zawód nie trwa wiecznie, nawet jak jest się wybitnym? Czy raczej trzeba jak gdyby zapomnieć o tym, ileś lat temu zawodowi poświęcić, i dopiero potem sobie o tym przypomnieć?

Bardzo trudno jest tańczyć i cały czas myśleć o zmianie zawodu. Tak naprawdę my też tańczyliśmy i mieliśmy świadomość, że to zawód, który wykonuje się krótko, i że tak czy inaczej będzie trzeba potem znaleźć nowe zajęcie. Ale jeśli jest się dobrym, to może powinno się żyć dniem dzisiejszym i wykorzystać swoje pięć minut. Żeby później nie żałować, że się nie tańczyło, że się nie spełniło na scenie. To naprawdę bardzo trudne, ale wydaje mi się, że jeśli robisz coś z pasją, i sprawia ci to przyjemność, to trzeba to po prostu robić i zostawić decyzję o zmianie na później. Ja tak zrobiłam i nie żałuję.